Zamieszczony poniżej fragment pochodzi z wydanej w 2003 roku, piątej książki Arkadiusza Pacholskiego, zatytułowanej "Domowe zapasy".
Domowe zapasy
Jesienią roku 2000 długo stałem w stuttgarckiej Staatsgalerie przez obrazem Ludwiga Meidnera, zatytułowanym "Pejzaż apokaliptyczny". Dzieło przedstawia rozpadające się niczym domki z kart domy, poprzewracane drzewa, potrząsające strzępami korzeni, ziemię pękająca jak lodowa kra i otwierającą pod sobą ciemne czeluście. Rzecz dzieje się w zimie, więc wszystko namalowane jest ponurą, burą, czarną i brązową barwą, jedynie gasnące słońce krwawi brudnym pomarańczem, cztery komety zaś - jedna uderzająca we wzgórze, trzy pozostałe przecinające niebo - wyróżniają się złowrogą żółcią. Tak oto niemiecki artysta, który pewnie nigdy nie słyszał o mym rodzinnym Kaliszu, odmalował w proroczej wizji bliską już przyszłość tego cichego miasta. Powiadam: „przyszłość", bo obraz, jeden z całego cyklu, powstał na przełomie roku 1912 i 1913. A więc byli ludzie, którzy przewidywali, że jeśli wybuchnie wojna europejska, o której raz po raz przebąkiwano od lat dwudziestu, nie będzie ona beztroską paradą przystojniaków w starannie skrojonych mundurach, ale straszliwą rzezią, potrafiącą pochłonąć tysiące ofiar na kilku zaledwie kilometrach kwadratowych wokół jednego tylko, położonego na wzgórzu fortu.
Namalowane przez niemieckiego artystę dzieło musiało wydawać się czytelne bardzo nielicznym. Równie dobrze mógł on wkładać swoje proroctwa w butelkę i wrzucać do morza. Któż zdołałby je stamtąd wyłowić? Zdejmuję z półki album Deutschlands Kriegsflotte, podarowany mi niegdyś przez Piotra Osipowa, kaliskiego Rosjanina, przyjaciela moich dziadków. Album, wydany na początku XX wieku, a w każdym razie na pewno przed pierwszą wojną, skrywa pod poplamioną niebieską okładką wizerunki niemieckich okrętów wojennych. Pancerne kolosy o topornych kształtach prują dziobami czarne fale Morza Północnego i Bałtyku, kołyszą się, zacumowane na redzie wojennych portów, ostrożnie przeciskają się przez wąskie kanały: stalowoszary „Meclenburg" zlewający się z ciemną wodą zatoki, krótki, wysoki i po staroświecku pokraczny „Aegir", zgrabny „Friedrich Carl", buchający z kominów gęstym jak smoła dymem, tęponosy „Weissenburg", prawie biały od zalewającego go słońca, majestatyczny „Deutschland", najeżony lufami armat. Butelka z apokaliptyczną przepowiednią mogłaby co najwyżej zostać skruszona na proszek przez pancerz lub śrubę któregoś z nich. Trwała właśnie Belle Epoąue i od wojny - skoro już miało do niej dojść - oczekiwano, że również będzie piękna.
Rozum staje zupełnie bezradny i zdezorientowany wobec zjawiska niespotykanego w dziejach entuzjazmu, jaki na wieść o wybuchu pierwszej wojny światowej ogarnął mające w niej wziąć udział narody. Przez kilka dni tłumy od Bordeaux po Władywostok zbierały się na wielotysięcznych manifestacjach - przemówienia, okrzyki, oklaski, podrzucanie kapeluszy, gniewne potrząsanie damskimi parasolkami i męskimi laskami. Festiwal nienawiści ogarnął wszystkie warstwy społeczne: robotnicy bratali się z kapitalistami, sklepikarze z arystokracją, duchowni wszystkich wyznań w świętym oburzeniu na sąsiadów ochoczo kropili sztandary i błogosławili odjeżdżające na front pułki. Jak doszło do tego, że nacjonalizm do tego stopnia zamroczył umysły?
W Stuttgarcie na placu zamkowym oglądałem również strzeżony przez dwa kamienne lwy pomnik cesarza Wilhelma I, zjednoczyciela Niemiec - o ile można nazwać tak człowieka, który spił tylko śmietankę przygotowaną przez kanclerza Bismarcka. Spiżowy władca siedzi na koniu z uniesioną głową, nakrytą rysującym niebo szpiczastym kaskiem, prawą zaś dłonią dumnie podpiera się pod bok. Pomnik otaczają cztery obeliski z nazwami zwycięskich bitew stoczonych przez wojska niemieckie. W jednej z nich (nie pamiętam, w której) odznaczyli się nawet polscy piechurzy z Wielkopolski, którym Prusacy na zachętę zagrali Mazurka Dąbrowskiego (uwiecznił to potem na płótnie Wojciech Kossak). Pierwszy Prusak na cesarskim tronie, w przeciwieństwie do swego kanclerza, nie odznaczał się ani rozumem, ani dalekowzrocznością. Uparł się, aby odebrać Francuzom Alzację i Lotaryngię, przez co upokorzył ich w niemożliwy do przebaczenia sposób i wywołał nieokiełznaną chęć odwetu. Odtąd nacjonalizm francuski, rozpalany myślą o odbiciu straconych prowincji, regularnie dolewał oliwy do ognia nacjonalizmu niemieckiego, wpadającego w histerię na każdą wieść o tych pretensjach. W tamtych czasach mało kto rozumiał, że potęga państwa wcale nie musi wyrażać się w pożeraniu kolejnych ziem. Dziś Niemcy są najsilniejszym i najbogatszym europejskim krajem, mimo że poza ich terytorium pozostaje Alzacja i Lotaryngia oraz wszystkie terytoria na wschód od Odry - w sumie połowa tego, co posiadał Wilhelm I. A może słuszniej byłoby rzec, iż właśnie dlatego są potęgą, że potrafiły z tamtych ziem zrezygnować i raz na zawsze o nich zapomnieć.
Nacjonalizm jest zjawiskiem, które nieodparcie jawi się umysłowi oświeconemu jako choroba, zaćmienie, obłęd. Sam pomysł pocięcia kontynentu liniami granic w ten sposób, aby każdy naród żył w obrębie swego państwa, to oczywisty absurd. Wystarczy spojrzeć na mapę: łatwo wówczas przekonać się, jak wiele jest obszarów, na których nie da się precyzyjnie odciąć jednej narodowości od drugiej, a niekiedy nawet trzeciej. Dziś, za sprawą ludobójczych „rozwiązań ostatecznych" przeprowadzonych przez Hitlera i Stalina, rzecz wygląda inaczej, choć terenów mieszanych etnicznie pozostało bardzo dużo. W wieku XIX i na początku XX zajmowały one na tyle olbrzymią powierzchnię, że mrzonki o państwach jednonarodowych były całkowitym szaleństwem. Mimo to mrzonki te nie tylko narodziły się, ale przybrały formę politycznych doktryn i przez całe rzesze akceptowanych ideologii, z entuzjazmem przyjmowanych zarówno w zaciszach rządowych gabinetów, jak i w zadymionych wnętrzach kawiarni. Najgorsze jest zaś to, że potrafiły znakomicie ukryć swój emocjonalny, nierozumny charakter i znakomicie podpierać się szlachetnym sztafażem nauki.
Gdyby jeszcze 2 sierpnia 1914 roku mieszkańcy Kalisza ujrzeli we śnie obraz Pejzaż apokaliptyczny, nie wątpiliby, iż to jedynie mara, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością - przynajmniej ich rzeczywistością. Wiadomo było, że Rosjanie nie będą walczyć o niewygodne do obrony, najbardziej wysunięte na zachód miasto cesarstwa, i wycofają się na wschód. Jakoż tego właśnie dnia pospiesznie ewakuowali się. Kaliszanie z nieskrywaną satysfakcją obserwowali ucieczkę znienawidzonych zaborców. Ich miejsce lada chwila mieli wprawdzie zająć Niemcy, lecz nikt nie obawiał się ich nadejścia. Rosjan, których uosobieniem w oczach przeciętnego Polaka był podpity, brutalny stójkowy, okrutny kozak z nahajką, przekupny, zapijaczony urzędnik lub nieogładzony, prymitywny oficer, postrzegano jako półdzikich Azjatów, niszczących wszystko, co prawdziwie europejskie. Tymczasem w Niemcach, choć pewne było, że przyjaciółmi nie są, widziano jednak przeciwieństwo tamtych. „To przecież kulturalny naród, cóż oni mogą nam zrobić" - mówi ze wzruszeniem ramion Barbara Niechcicowa z Nocy i dni, a inni kaliszanie mogli jej tylko przytaknąć.
Nie bez znaczenia był przecież fakt, że kolonia niemiecka w Kaliszu istniała od czasów średniowiecza, a powiększyła się znacznie w XIX wieku, kiedy Niemcy przybywali do miasta tłumnie, by skorzystać z dogodnych warunków do inwestowania kapitałów, zwłaszcza zakładania fabryk. To oni uczynili Kalisz drugim po Łodzi ośrodkiem przemysłu włókienniczego, a nazwiska Repphanów, Hindemithów, Fibigerów wpisały się na trwałe złotymi głoskami do historii miasta. Wielu z nich szybko nauczyło się polskiego języka i zostało zagorzałymi patriotami kraju wymazanego z mapy Europy. Ani oni, ani ich polscy sąsiedzi, w najczarniejszych snach nie mogli przewidzieć tego, co zrobią wkraczające właśnie niemieckie pułki.
Cóż, nie mogli przecież wiedzieć, że właśnie zaczyna się rodzić wiek XX i że dotychczasowe reguły prowadzenia wojny ulegną niewyobrażalnej zmianie, że pojęcia „honor" czy „rycerskość" szybko wyparują z głów, a słowa takie jak „kultura" czy „porządek" używane będą z upodobaniem przez bestie, które powinno się zamykać w klatkach.
Narodziny wieku były bolesne, poród niezmiernie długi: z krótkimi przerwami trwał od 3 do 22 sierpnia. Zaczęło się strzelaniną, która wybuchła niespodzianie, z niewyjaśnionych do tej pory przyczyn, w nocy z 3 na 4 sierpnia, i wywołała panikę w niemieckich oddziałach. Żołnierze strzelali na ślepo, gdzie popadnie, powiększając chaos. Na koniec, w zapadających ciemnościach, niektóre oddziały niemieckie stoczyły walkę ze sobą nawzajem. Zginęło ponad dwudziestu cywilów, wśród żołnierzy było sześciu zabitych i trzydziestu dwóch rannych.
Nazajutrz major Preusker, dowódca 155 Pułku Piechoty i komendant miasta, oskarżył kaliszan o atak na niemieckie wojsko i wydał miejscowość na pastwę swoich żołnierzy. Ci przystąpili do rabowania domów oraz mordowania mieszkańców. Następnie Niemcy opuścili Kalisz i z okolicznych wzgórz bombardowali go z armat. Rozpoczął się paniczny exodus kaliszan, tak wstrząsająco opisany przez Marię Dąbrowską. Prusacy wzięli też dwudziestu jeden zakładników spośród najbardziej znanych i szanowanych obywateli - Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan. Na liście uwięzionych znaleźli się: prezydent Bukowiński i członkowie Komitetu Obywatelskiego Bulewski, Gross, Handtke, Majsner, księża Łoszaj, Jankowski i Adamczyk, pop Siemionowski oraz podrabin Moses, fabrykant Frenkiel wraz z bankierami Mamrothem, Gałczyńskim i Rudzkim, kupiec Heyman, urzędnicy Sawicki, Żiricki, Kostienko, Zeland i Wasiliew oraz hrabia Dunin-Borkowski. W czasie prowadzenia ich przez miasto zastrzelono Frenkiela. W ciągu następnych dni Prusacy kilkakrotnie przerywali ostrzał, wpadali do śródmieścia, podpalali domy, rabowali mieszkania i mordowali pojedynczych mieszkańców. Tylko 7 sierpnia zabili około stu osób. Kilka dni później zatrzymano ośmiuset mężczyzn, z których co dziesiątego rozstrzelano.
Po dwudziestu dniach, kiedy wreszcie zakończono akcję, w mieście nie było już prawie nikogo, a centralne dzielnice, te najstarsze i najpiękniejsze, zmieniły się w kupę dymiących gruzów.
Umysł ludzki znów pozostaje bezradny wobec tego wybuchu najdzikszego barbarzyństwa, nie mającego ani odpowiadającej mu rangą przyczyny, ani żadnego racjonalnego celu. Raczej dopatrywać się w nim należy znaku nadchodzącego czasu, manifestacji ciemnych sił, które postanowiły zademonstrować, co na najbliższe dziesięciolecia przygotowały dla ludzkości. Wiek, rodzący się w tak straszliwy sposób w mieście nad Prosną, miał być okresem nieznanego wcześniej szaleństwa - szaleństwa czystego, absolutnego. Miasta całe zrównane z ziemią, miliony ludzi zgładzone z powodów tak błahych jak długość nosa czy „niesłuszne" poglądy, fabryki śmierci - oto cechy charakterystyczne ponurego spektaklu, który zamiast odbywać się w mózgu trzymanego w zamknięciu wariata, ziścił się w życiu. Kaliszanie jako jedni z pierwszych mogli się przekonać, że główną zasadą owego wynaturzonego stulecia będzie całkowity brak miary, zatracenie jakichkolwiek granic zła, uczynienie go tak masowym, aby sparaliżowało sumienia i wywołało rezygnację - zawsze pomocną zbrodni. Nienormalne miało zmienić się w zwyczajne, nierzeczywiste - w realne, poruszające - w obojętne, wyjątkowe - w codzienne. Oto lekcja, której mojej praprababce oraz pradziadkom, a wraz z nimi wszystkim ludziom na świecie udzielił skwapliwie major Hermann Preuske.
Część 1. Oczy czarne
Rozmowa z Arkadiuszem Pacholskim, część I
Część 2. Katedra Świętego Mikołaja
Rozmowa z Arkadiuszem Pacholskim, część II
Część 3. Kufer pewnej wygnanki
Rozmowa z Arkadiuszem Pacholskim, część III
Część 4. Krajobraz z czerwonym słońcem
Rozmowa z Arkadiuszem Pacholskim, część IV
| « poprzednia | następna » |
|---|
Dodaj komentarz
Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Konkursy
-
Kalisz: Znamy już zwycięzców którzy pójdą na imprezę “Ahora Baila” Gwiazdą juwenaliów w Kaliszu była Monika...
-
Kalisz: “Roman Polański: moje życie” i "Nietykalni” - bilety rozdane Reżyserem filmu “Roman Polański: moje...
-
Kalisz: Siewruk i Lipina zagrają Pod Muzami - mamy zaproszenia dla Czytelników Liderzy grup Smokestack i Ścigani wystąpią...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Czytelnicy piszą
-
Bezcenne półtorej minuty Często jeżdżę autobusami KLA o rożnych...
-
Orzełkowa paranoja Ze zdziwieniem przeczytałem list Młodych...
-
Miasto bez plakatów Chciałbym ponarzekać jednak nie mogę....
-
Kalisz stanął na wysokości zadania Właśnie wróciłam z mszy celebrowanej...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Galerie
-
Więcej…
Wernisaż wystawy zatytułowanej "Malarstwo" odbył się w ostatnią sobotę, w kaliskim teatrze. Autorką prac jest Natalia Czarcińska, asystentka prof. A. Pepłońskiego w pracowni malarstwa kaliskiego WPA.
-
Więcej…
Trzecia edycja Galerii Bezdomnej miała miejsce w schronie atomowym, przy ul. Granicznej. O godzinie 18.00, w sobotę odbył się wernisaż wystawy, którą można było podziwiać przez dwa dni.
-
Więcej…
Co prawda pierwsze imprezy studenckie rozpoczęły się już we wtorek ale to dziś studenci otrzymali władzę. Nieco przed godziną 14:00 prezydent Janusz Pęcherz przekazał klucze do miasta kaliskim studentom.
-
Więcej…
Poczwórna dawka metalowej muzyki została zaaplikowana w niedzielny wieczór bywalcom klubu Pod Muzami. Gwiazdą wieczoru był zespół PimpWalk z Pleszewa, który promuje album "Accidentally On Purpose".
-
Więcej…
Od pewnego czasu na ulicach Kalisza można zobaczyć nietypowy autobus. To San H100B, który w Kaliszu służył w pradawnych czasach. Teraz powrócił jako atrakcja turystyczna.
Ostatnie komentarze
- Tele tego wszystkiego do ogarnięcia, że aż się odechcie...
- Koszula w drobne paski. Krawat stonowany nie wzorzysty...
- Oj, polonisto po UJ (Uniwersytet Jarociński). Z dużej ...
- A NA PORTALU RADYJA CENTRUM BYŁ OBOJNIAK? POWTÓRZĘ WIĘ...
- Zegareczki, spineczki, loczek. Krawat w paski do koszul...
- Byłem na recitalu Pani Emilii Komarnickiej-bardzo polec...
- Nieładnie Panie Janie! Nasz Kościół mówi wyraźnie: "Ora...
- Panie Janku "ojczyzna" to rzeczownik pospolity - pisze...
- Ja napisałbym Ojczyzny, ale młody POlityczny motłoch, j...
Najpopularniejsze art. z tygodnia
- Niech żyją studenci!
- Brodka na zakończenie święta studentów
- Kalisz: Bezdomna sztuka w schronie
- Kalisz: Malarstwo Natalii Czarcińskiej w kaliskim teatrze
- Niezbędnik kaliskiego (i nie tylko) cyklisty już w sprzedaży
- Kalisz: Solidarność będzie rozwieszać plakaty
- Kalisz: 52 KST - dziś recital Emilii Komarnickiej
- Kalisz: Jon Gomm wystąpi w CKiS
- Kalisz: Jubileusz kaliskich kajakarzy
- Ostrów Wielkopolski: Rekrutacja stażystów do końca maja
Kalendarium
Naszą witrynę przegląda teraz 95 gości





