Pierwszego sierpnia 1914 roku Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji. Już następnego dnia oddziały 7 Zachodniopruskiego Pułku Piechoty nr 155 (7. Westpreußisches Infanterie-Regiment Nr 155) dotarły do Kalisza. Bardzo wymownym, niezwykle barwnym a jednocześnie tak naprawdę nie do końca jednoznacznym epizodem jest obraz pierwszego kontaktu ludności miasta z wkraczającymi wojskami niemieckimi. Spośród kilku naocznych świadków piszących na ten temat, najobszerniej i w sposób budzący chyba najmniej zastrzeżeń relacjonuje to wydarzenie J. Dąbrowski w „Katastrofie Kaliskiej – Opowieści naocznego świadka”. Według jego wspomnień przebieg tego epizodu odbywał się w następujący sposób.
Około godziny 14tej do Kalisza zbliżył się od zachodniej strony pruski patrol konny złożony z kilkunastu jeźdźców. Od patrolu odłączyło się dwóch żołnierzy i dzisiejszą ulicą Górnośląską przemieszczali się w stronę Rogatki. Na wysokości szpitala Świętej Trójcy jeden zatrzymał się a drugi galopując przejechał ulicami Wrocławską (Śródmiejską), Główny Rynek, i Warszawską (Zamkową). Przed cukiernią Schaub i Kozłowski, zawrócił. Będąc z powrotem przy szpitalu koń potknął się omal zrzucając zwiadowcę i jedynie dzięki pomocy kolegi i stojących na posterunku strażaków uniknął upadku. W wyniku tego jednak niechcący zranił zwierzę lancą w szyję. Następnie żołnierz odjechał do stojącego opodal oddziału, do którego w międzyczasie dołączył dowódca. Co się działo w tym czasie z drugim żołnierzem J. Dąbrowski nic nie mówi. Ze zwięzłego opisu wyglądu dowódcy podjazdu można wywnioskować, że był nim młody mężczyzna bez zarostu na twarzy (szpicak) w stopniu lejtnanta. Przedstawione we wspomnieniach wypadki sprawiają wrażenie, że narrator obserwuje je w czasie rzeczywistym będąc gdzieś w rejonie Rogatki, natomiast okoliczności rajdu na ul. Warszawskiej zna z późniejszych opowieści.
W podobnym tonie relacjonuje to wydarzenie autor książki „Na zgliszczach Kalisza”. Odmiennie jednak niż Dąbrowski, sugeruje on brak umiejętności jeździeckich Prusaka. Pisze o tym, że w czasie galopu koń potknął się dwukrotnie, przy czym scenę niedoszłego upadku dragona i zranienie konia (według tej relacji jest to noga a nie szyja), przesuwa na moment zanim zawrócił on w kierunku Rogatki. W sumie te dwie relacje wydają się być dość spójne, różnią się jedynie drobnymi szczegółami. „Naoczny świadek” jak sam siebie nazywa autor „Na zgliszczach Kalisza” w dalszej części przytacza opowieść o tym, jak w drodze powrotnej główny bohater tego epizodu zażądał od „publiczności” wody do picia, i pił ją tak łapczywie, że wzbudził tym niepokój kibicujących mu ludzi. Na temat głównego oddziału zwiadowczego piszący nie udziela zbyt wielu informacji, stwierdza sucho, że „następnie przejechał przez miasto oddział konny złożony z 8 ludzi”. Dość dziwnym jest to, że scena wjazdu pierwszych Prusaków do Kalisza jest opisywana w „Na zgliszczach... ” ponownie pod koniec książki. Autor jakby dokonuje podsumowania i jeszcze raz odnosi się do tego wydarzenia, z tym, że ku zaskoczeniu ma ono zupełnie inny przebieg. Według tej wersji, drugiego sierpnia w południe wpadł galopem do Kalisza kawalerzysta pruski, który objechawszy miasto powrócił do swoich. Po kilku minutach z innej strony nadjechał inny kawalerzysta, który w okolicach ratusza spotkał uzbrojony patrol milicji. Widok ten tak go przestraszył, że zemdlony spadł z konia. Ludzie ocuciwszy go pomogli mu ponownie dosiąść wierzchowca, po czym żołnierz odjechał pędem. Opisujący te wydarzenia sugeruje również, że obydwaj zwiadowcy współzawodniczyli o nagrodę w wysokości 500 marek oraz awans. Skąd autor czerpie o tym fakcie informacje nie wiadomo. W tym przedmiocie jedynie odsyła czytelnika do jakiś enigmatycznych przepisów.
Traktowanie tych dwóch opisów przez „naocznego świadka” jako autentycznych wydaje się być co najmniej zaskakujące. Oczywiście można próbować połączyć te dwie sytuacje w ciąg wypadków następujących po sobie ale otrzymujemy wówczas obraz na tyle skomplikowany, że mocno nierealny. Nie jest on również potwierdzony żadnym nawet najmniejszym symptomem w innych relacjach. Podejrzenie o konfabulację pośrednio potwierdza fakt, że działoby się to prawie jednocześnie na dwóch krańcach miasta. Zakładając, że obserwator widział pijącego wodę żołnierza, a według wspomnień miało to miejsce w końcowej fazie rajdu, czyli gdzieś na ul.. Wrocławskiej, to oczywistym jest, że nie mógł jednocześnie widzieć tego, co się dzieje w okolicach ratusza. A więc jest to relacje wtórna. Analizując przebieg wypadków nie budzi wątpliwości to, że do Kalisza od strony zachodniej zbliżył się niemiecki podjazd złożony z kilku żołnierzy, że z podjazdu tego wysłano dwóch zwiadowców celem oceny sytuacji w mieście. Jeden z nich przejechał ulicami Kalisza. Wobec tego niezrozumiałym jest sytuacja kiedy po dokonanym zwiadzie na kaliski rynek z przeciwnej strony wjeżdża następny zwiadowca, uczestniczący notabene w wyścigu o nagrodę. Scena jego omdlenia na widok uzbrojonych strażaków jakkolwiek jeśli nie jest absurdalna, to co najmniej mocno nierealna.
O przebiegu pierwszego spotkania mieszkańców Kalisza z Prusakami pisze również w swoich wspomnieniach Rosjanin, inżynier technolog Z.I. Oppman. Opis nie jest bardzo szczegółowy ale wyraźnie akcentuje kolejność wydarzeń. Oppman pisze, że drugiego sierpnia po południu niemiecki ułan przegalopował od rogatek miasta do Hotelu Europejskiego i z powrotem, przy czym ów galop inżynier określa jako „szalony”. Dalej Rosjanin pisze, że żołnierz ten spadł z konia dwa razy oraz że był kompletnie pijany i przestraszony. Ta nowa informacja o rzekomym upojeniu kawalerzysty traci dość mocno na swojej wiarygodności w zestawieniu z dalszym ciągiem opowieści Oppmana. Według niego ten całkowicie pijany Prusak spotkał się przy rogatce miasta ze swoim kolegą, który właśnie nadjechał oraz rozmawiał z otaczającym go tłumem ludzi, opowiadając jak to wraz z towarzyszem zostali wylosowani na zwiadowców, i że byli przekonani o czekającej ich w Kaliszu śmierci. Obraz nieprzytomnego z upojenia, spadającego z konia żołdaka ma się nijak do pełnego wrażeń, dyskutującego zawzięcie z kibicującymi mu ludźmi niemieckiego ułana.
Zestawienie tych czterech relacji mimo istotnych różnic posiada niewątpliwie kilka punktów wspólnych. Z pewnością jest nim postać kawalerzysty, również trasa przejazdu, nerwowa i niepewna atmosfera zdarzenia. Również epizod skaleczenia konia wydaje się być autentyczny. Czy jadący na koniu rzeczywiście tak szybko i nerwowo pędził, nie potrafił jeździć, bądź był pijany?
W 1914 roku główne ulice Kalisza, jak widać wyraźnie na licznych źródłach ikonograficznych, pokryte były brukiem kamiennym o dość nierównej a jednocześnie śliskiej nawierzchni. Bruk ten w zetknięciu z metalową podkową końską nie dawał bezpiecznego podparcia, dlatego dość trudno wyobrazić sobie w tych warunkach szaleńczy galop uliczkami miasta. A jeśli nawet, to jazda taka groziła wypadkiem i musiała wyglądać groteskowo. Obserwatorowi tego wydarzenia łatwo zatem było wyciągnąć wnioski o totalnym przerażeniu żołnierza, braku umiejętności jeździeckich, czy nawet o jego całkowitym upojeniu alkoholowym.
Ustalenie dziś rzeczywistego przebiegu wypadków wydaje się niemożliwe. Faktem natomiast jest to, że wjazd żołnierzy pruskich do Kalisza odbywał się wśród tłumów ludzi stojących na chodnikach, zebrani mieszkańcy okrzykami witali wkraczające wojska, że atmosfera bardziej przypominała festyn niż drugi dzień wojny. J. Dąbrowski tak to opisuje: „Na ulicach panował nastrój świąteczny. W zwykłych punktach spaceru kaliszan: Parku, na Al. Józefiny, Głównym Rynku, a także wzdłuż całej ulicy Wrocławskiej i Warszawskiej do późnej nocy snuły się tłumy nieprzejrzane, prowadząc ożywione rozmowy. Gwar i śmiechy rozlegały się po całem mieście”. Powszechny optymizm nie pozwalał nawet przypuszczać, że za kilka godzin stanie się tragedia.
Odcinek 1. Prostytucja w Starożytnej Grecji
Około godziny 14tej do Kalisza zbliżył się od zachodniej strony pruski patrol konny złożony z kilkunastu jeźdźców. Od patrolu odłączyło się dwóch żołnierzy i dzisiejszą ulicą Górnośląską przemieszczali się w stronę Rogatki. Na wysokości szpitala Świętej Trójcy jeden zatrzymał się a drugi galopując przejechał ulicami Wrocławską (Śródmiejską), Główny Rynek, i Warszawską (Zamkową). Przed cukiernią Schaub i Kozłowski, zawrócił. Będąc z powrotem przy szpitalu koń potknął się omal zrzucając zwiadowcę i jedynie dzięki pomocy kolegi i stojących na posterunku strażaków uniknął upadku. W wyniku tego jednak niechcący zranił zwierzę lancą w szyję. Następnie żołnierz odjechał do stojącego opodal oddziału, do którego w międzyczasie dołączył dowódca. Co się działo w tym czasie z drugim żołnierzem J. Dąbrowski nic nie mówi. Ze zwięzłego opisu wyglądu dowódcy podjazdu można wywnioskować, że był nim młody mężczyzna bez zarostu na twarzy (szpicak) w stopniu lejtnanta. Przedstawione we wspomnieniach wypadki sprawiają wrażenie, że narrator obserwuje je w czasie rzeczywistym będąc gdzieś w rejonie Rogatki, natomiast okoliczności rajdu na ul. Warszawskiej zna z późniejszych opowieści.
W podobnym tonie relacjonuje to wydarzenie autor książki „Na zgliszczach Kalisza”. Odmiennie jednak niż Dąbrowski, sugeruje on brak umiejętności jeździeckich Prusaka. Pisze o tym, że w czasie galopu koń potknął się dwukrotnie, przy czym scenę niedoszłego upadku dragona i zranienie konia (według tej relacji jest to noga a nie szyja), przesuwa na moment zanim zawrócił on w kierunku Rogatki. W sumie te dwie relacje wydają się być dość spójne, różnią się jedynie drobnymi szczegółami. „Naoczny świadek” jak sam siebie nazywa autor „Na zgliszczach Kalisza” w dalszej części przytacza opowieść o tym, jak w drodze powrotnej główny bohater tego epizodu zażądał od „publiczności” wody do picia, i pił ją tak łapczywie, że wzbudził tym niepokój kibicujących mu ludzi. Na temat głównego oddziału zwiadowczego piszący nie udziela zbyt wielu informacji, stwierdza sucho, że „następnie przejechał przez miasto oddział konny złożony z 8 ludzi”. Dość dziwnym jest to, że scena wjazdu pierwszych Prusaków do Kalisza jest opisywana w „Na zgliszczach... ” ponownie pod koniec książki. Autor jakby dokonuje podsumowania i jeszcze raz odnosi się do tego wydarzenia, z tym, że ku zaskoczeniu ma ono zupełnie inny przebieg. Według tej wersji, drugiego sierpnia w południe wpadł galopem do Kalisza kawalerzysta pruski, który objechawszy miasto powrócił do swoich. Po kilku minutach z innej strony nadjechał inny kawalerzysta, który w okolicach ratusza spotkał uzbrojony patrol milicji. Widok ten tak go przestraszył, że zemdlony spadł z konia. Ludzie ocuciwszy go pomogli mu ponownie dosiąść wierzchowca, po czym żołnierz odjechał pędem. Opisujący te wydarzenia sugeruje również, że obydwaj zwiadowcy współzawodniczyli o nagrodę w wysokości 500 marek oraz awans. Skąd autor czerpie o tym fakcie informacje nie wiadomo. W tym przedmiocie jedynie odsyła czytelnika do jakiś enigmatycznych przepisów.
Traktowanie tych dwóch opisów przez „naocznego świadka” jako autentycznych wydaje się być co najmniej zaskakujące. Oczywiście można próbować połączyć te dwie sytuacje w ciąg wypadków następujących po sobie ale otrzymujemy wówczas obraz na tyle skomplikowany, że mocno nierealny. Nie jest on również potwierdzony żadnym nawet najmniejszym symptomem w innych relacjach. Podejrzenie o konfabulację pośrednio potwierdza fakt, że działoby się to prawie jednocześnie na dwóch krańcach miasta. Zakładając, że obserwator widział pijącego wodę żołnierza, a według wspomnień miało to miejsce w końcowej fazie rajdu, czyli gdzieś na ul.. Wrocławskiej, to oczywistym jest, że nie mógł jednocześnie widzieć tego, co się dzieje w okolicach ratusza. A więc jest to relacje wtórna. Analizując przebieg wypadków nie budzi wątpliwości to, że do Kalisza od strony zachodniej zbliżył się niemiecki podjazd złożony z kilku żołnierzy, że z podjazdu tego wysłano dwóch zwiadowców celem oceny sytuacji w mieście. Jeden z nich przejechał ulicami Kalisza. Wobec tego niezrozumiałym jest sytuacja kiedy po dokonanym zwiadzie na kaliski rynek z przeciwnej strony wjeżdża następny zwiadowca, uczestniczący notabene w wyścigu o nagrodę. Scena jego omdlenia na widok uzbrojonych strażaków jakkolwiek jeśli nie jest absurdalna, to co najmniej mocno nierealna.
O przebiegu pierwszego spotkania mieszkańców Kalisza z Prusakami pisze również w swoich wspomnieniach Rosjanin, inżynier technolog Z.I. Oppman. Opis nie jest bardzo szczegółowy ale wyraźnie akcentuje kolejność wydarzeń. Oppman pisze, że drugiego sierpnia po południu niemiecki ułan przegalopował od rogatek miasta do Hotelu Europejskiego i z powrotem, przy czym ów galop inżynier określa jako „szalony”. Dalej Rosjanin pisze, że żołnierz ten spadł z konia dwa razy oraz że był kompletnie pijany i przestraszony. Ta nowa informacja o rzekomym upojeniu kawalerzysty traci dość mocno na swojej wiarygodności w zestawieniu z dalszym ciągiem opowieści Oppmana. Według niego ten całkowicie pijany Prusak spotkał się przy rogatce miasta ze swoim kolegą, który właśnie nadjechał oraz rozmawiał z otaczającym go tłumem ludzi, opowiadając jak to wraz z towarzyszem zostali wylosowani na zwiadowców, i że byli przekonani o czekającej ich w Kaliszu śmierci. Obraz nieprzytomnego z upojenia, spadającego z konia żołdaka ma się nijak do pełnego wrażeń, dyskutującego zawzięcie z kibicującymi mu ludźmi niemieckiego ułana.
Zestawienie tych czterech relacji mimo istotnych różnic posiada niewątpliwie kilka punktów wspólnych. Z pewnością jest nim postać kawalerzysty, również trasa przejazdu, nerwowa i niepewna atmosfera zdarzenia. Również epizod skaleczenia konia wydaje się być autentyczny. Czy jadący na koniu rzeczywiście tak szybko i nerwowo pędził, nie potrafił jeździć, bądź był pijany?
W 1914 roku główne ulice Kalisza, jak widać wyraźnie na licznych źródłach ikonograficznych, pokryte były brukiem kamiennym o dość nierównej a jednocześnie śliskiej nawierzchni. Bruk ten w zetknięciu z metalową podkową końską nie dawał bezpiecznego podparcia, dlatego dość trudno wyobrazić sobie w tych warunkach szaleńczy galop uliczkami miasta. A jeśli nawet, to jazda taka groziła wypadkiem i musiała wyglądać groteskowo. Obserwatorowi tego wydarzenia łatwo zatem było wyciągnąć wnioski o totalnym przerażeniu żołnierza, braku umiejętności jeździeckich, czy nawet o jego całkowitym upojeniu alkoholowym.
Ustalenie dziś rzeczywistego przebiegu wypadków wydaje się niemożliwe. Faktem natomiast jest to, że wjazd żołnierzy pruskich do Kalisza odbywał się wśród tłumów ludzi stojących na chodnikach, zebrani mieszkańcy okrzykami witali wkraczające wojska, że atmosfera bardziej przypominała festyn niż drugi dzień wojny. J. Dąbrowski tak to opisuje: „Na ulicach panował nastrój świąteczny. W zwykłych punktach spaceru kaliszan: Parku, na Al. Józefiny, Głównym Rynku, a także wzdłuż całej ulicy Wrocławskiej i Warszawskiej do późnej nocy snuły się tłumy nieprzejrzane, prowadząc ożywione rozmowy. Gwar i śmiechy rozlegały się po całem mieście”. Powszechny optymizm nie pozwalał nawet przypuszczać, że za kilka godzin stanie się tragedia.
Maciej Drewicz
Odcinek 1. Prostytucja w Starożytnej Grecji
Odcinek 2. Archimedes i podkuty sandał
Odcinek 3. Spotkanie w Mediolanie, albo efekt śnieżnej kuli
Odcinek 4. Historia na święta
Odcinek 5. Dwie strony medalu
Odcinek 6. Kto zniszczył Kalisz?
Odcinek 7. Zburzenie Kalisza w relacji rewizora urzędu akcyzowego Kalisko-Piotrowskiego inżyniera–technologa Z. I. Oppmana.
Odcinek 8. Zdrajca, który nigdy nie zdradził cz.1
Odcinek 9. Jak Prusacy Kalisz zdobywali
| « poprzednia | następna » |
|---|
Dodaj komentarz
Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Konkursy
-
Kalisz: Znamy już zwycięzców którzy pójdą na imprezę “Ahora Baila” Gwiazdą juwenaliów w Kaliszu była Monika...
-
Kalisz: “Roman Polański: moje życie” i "Nietykalni” - bilety rozdane Reżyserem filmu “Roman Polański: moje...
-
Kalisz: Siewruk i Lipina zagrają Pod Muzami - mamy zaproszenia dla Czytelników Liderzy grup Smokestack i Ścigani wystąpią...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Czytelnicy piszą
-
Bezcenne półtorej minuty Często jeżdżę autobusami KLA o rożnych...
-
Orzełkowa paranoja Ze zdziwieniem przeczytałem list Młodych...
-
Miasto bez plakatów Chciałbym ponarzekać jednak nie mogę....
-
Kalisz stanął na wysokości zadania Właśnie wróciłam z mszy celebrowanej...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Galerie
-
Więcej…
Wernisaż wystawy zatytułowanej "Malarstwo" odbył się w ostatnią sobotę, w kaliskim teatrze. Autorką prac jest Natalia Czarcińska, asystentka prof. A. Pepłońskiego w pracowni malarstwa kaliskiego WPA.
-
Więcej…
Trzecia edycja Galerii Bezdomnej miała miejsce w schronie atomowym, przy ul. Granicznej. O godzinie 18.00, w sobotę odbył się wernisaż wystawy, którą można było podziwiać przez dwa dni.
-
Więcej…
Co prawda pierwsze imprezy studenckie rozpoczęły się już we wtorek ale to dziś studenci otrzymali władzę. Nieco przed godziną 14:00 prezydent Janusz Pęcherz przekazał klucze do miasta kaliskim studentom.
-
Więcej…
Poczwórna dawka metalowej muzyki została zaaplikowana w niedzielny wieczór bywalcom klubu Pod Muzami. Gwiazdą wieczoru był zespół PimpWalk z Pleszewa, który promuje album "Accidentally On Purpose".
-
Więcej…
Od pewnego czasu na ulicach Kalisza można zobaczyć nietypowy autobus. To San H100B, który w Kaliszu służył w pradawnych czasach. Teraz powrócił jako atrakcja turystyczna.
Ostatnie komentarze
- Tele tego wszystkiego do ogarnięcia, że aż się odechcie...
- Koszula w drobne paski. Krawat stonowany nie wzorzysty...
- Oj, polonisto po UJ (Uniwersytet Jarociński). Z dużej ...
- A NA PORTALU RADYJA CENTRUM BYŁ OBOJNIAK? POWTÓRZĘ WIĘ...
- Zegareczki, spineczki, loczek. Krawat w paski do koszul...
- Byłem na recitalu Pani Emilii Komarnickiej-bardzo polec...
- Nieładnie Panie Janie! Nasz Kościół mówi wyraźnie: "Ora...
- Panie Janku "ojczyzna" to rzeczownik pospolity - pisze...
- Ja napisałbym Ojczyzny, ale młody POlityczny motłoch, j...
Najpopularniejsze art. z tygodnia
- Niech żyją studenci!
- Brodka na zakończenie święta studentów
- Kalisz: Bezdomna sztuka w schronie
- Kalisz: Malarstwo Natalii Czarcińskiej w kaliskim teatrze
- Niezbędnik kaliskiego (i nie tylko) cyklisty już w sprzedaży
- Kalisz: Solidarność będzie rozwieszać plakaty
- Kalisz: 52 KST - dziś recital Emilii Komarnickiej
- Kalisz: Jon Gomm wystąpi w CKiS
- Kalisz: Jubileusz kaliskich kajakarzy
- Ostrów Wielkopolski: Rekrutacja stażystów do końca maja
Kalendarium
Naszą witrynę przegląda teraz 80 gości



