Jeden z dyrektorów szkół, w związku z wyróżnieniem pewnej placówki edukacyjnej w pewnym mieście podkreślał niedawno, że sprawowanie funkcji nauczyciela nie jest zawodem a powołaniem. Pokutujące od lat, podobne stanowisko, które wielu z uporem godnym lepszej sprawy reprezentuje, jest dla samych pedagogów jakimś przekleństwem i przyczyną niedoli tych ostatnich. Mało tego, wbijanie do głowy narodu podobnych farmazonów jest wysoce szkodliwe dla uczniów. Dlaczego?
Jestem byłym nauczycielem z kilkuletnim stażem. Otarłem się o szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. W tym ostatnim spędziłem trzy, może cztery lata. Spotkałem wielu pedagogów - nie wiem, czy któryś z nich został do swego zawodu powołany. Nie jestem też pewien, kto miałby każdego z nich powoływać. Metafizyczna instancja, bóg, natchniony wykładowca akademicki, a może mama albo tata przyszłego belfra? Nie sądzę. Słyszałem za to często, jeszcze nauczycielstwa nie praktykując, że to dobry zawód dla kobiety. Dlaczego? Ano dlatego, ze szkoła - w mniemaniu nie-nauczyciela - to przecież cztery, może pięć godzin dziennie mało absorbującej pracy, a potem pani - matka może oddać się wychowywaniu potomstwa i prowadzeniu gospodarstwa domowego. Ten pogląd na nieszczęście braci nauczycielskiej pokutuje pod strzechami przeciętnych zjadaczy chleba i każdego kolejnego, próbujacego uszczęsliwić nas rządu. Bzdurą jest bowiem, że praca, którą wykonuje nauczyciel jest mało absorbująca. Pomijam już te pięć godzin (zwykle jest ich więcej - kazda w końcu godzina to jakieś pieniądze) z dziećmi, czy młodzieżą, które potrafią szczerze dopiec każdemu (bo obok uczniów sympatycznych po postu trafiają się osoby wredne, jak w kazdym innym środowisku zresztą, z tym, że w trzydziestoosobowej klasie odsetek tych ostatnich staje się kłopotliwy) ale do każdej lekcji trzeba się przygotować, sprawdzić stos zeszytów (ich regularne kontrolowanie to nauczycielski obowiązek), kartkówki, prace klasowe, trzeba dbać o dzienniki (jeśli jest się wychowawcą) i zajmować się biurokracją (chociażby śmieszna i iluzoryczna procedura awansu zawodowego, która oznacza de facto gromadzenie stosu mniej lub bardziej niepotrzebnych papierów). Są jeszcze rady pedagogiczne i szkolenia (trzeba kilka "zaliczyć" - świadectwa przydają się przy egzaminie na kolejny stopień awansu). Przeciętny nauczyciel musi ratować się korepetycjami - no chyba, że jest z męża lub żony, ojca lub matki zamożny. To jednak nieczęsta, niestety, sytuacja.
Zarobki nauczycieli nie są duże, tych, którzy zaczynają naprawdę marne. Ktoś może powiedzieć: na początku kariery zawodowej często tak jest. Jasne ale ile może trwac początek? Rok, dwa, pięć? A może pół życia zawodowego, skoro podwyżki są ale średnio rzędu pięćiu procent rocznie. Ale mnie bardziej chodzi teraz o mentalne aberracje, mniej o pieniądze.
Zawód nauczyciela jest powołaniem, co oznacza, że płacić nie trzeba. Co w takim razie z lekarzami? Nie oszukujmy się - dusza ważna ale bez ciała na tym łez padole jakaś taka wybrakowana ta dusza. Skoro tak, to lekarz, w co najmniej takim samym stopniu zostaje "powołany" do wykonywania swojego zawodu. Ale lekarze patrzą na to trochę inaczej, trzeźwiej. Uczą się całe życie (nie powinien tak nauczyciel?), wykonują bardzo odpowiedzialną pracę, która jest jednocześnie zawodem i chcą być z tego tytułu doceniani. Jeżeli tak się nie dzieje protestują i zwykle ten protest przynosi skutek.
Co robi w tej sytuacji nauczyciel? Tu rozpoczyna się prawdziwa farsa.
Pracowałem w szkole, kiedy ustalono datę kolejnego strajku ostrzegawczego. Chodziło o godzinę akcji protestacyjnej, w czasie której nauczyciele nie prowadzili lekcji, choć opiekę uczniom byli zobowiązani zapewnić. Z zażenowaniem ale wpisałem się na listę protestujących. Niedługo później decyzji pożałowałem. W dzień akcji protestacyjnej usłyszałem bowiem w radiu wypowiedź wysoko postanwionej urzędniczki kuratorium oświaty, która przekonywała, że strajk nauczycieli nikomu, broń boże, nie ma zaszkodzić i o żadne straty nikogo nie przyprawi. Kretynka - pomyślałem i wszystko mi opadło - zwykła kretynka. Przecież strajk to przejaw ostatniej desperacji, kiedy rozmowy, mediacje, prośby, próby zwrócenia uwagi na narastający problem spotykają się z ignorancją przełożonych. Strajk ma przecież godzić w interesy pracodawcy, przyprawić go o straty, otrzeźwić!
Niedługo potem próbowałem przekonać koleżanki i kolegów, że jedynym rozwiązaniem po tylu żałosnych akcjach protestacyjnych na przestrzeni długich lat jest strajk, chociażby, w czasie matur, którego efekty narobią zamieszania w systemie edukacji. Większość kolegów się nie odezwała, ktoś bąknął, że syn, czy córka znajomej czy znajomego właśnie tę maturę mają zdawać i nie mozna im tego zrobić.
W kazdej firmie szef chce mieć kompetentnego, rzetelnego, solidnego fachowca. Kiedy do potencjalnego szefa przyjdzie potencjalny pracownik, który powie, że ma powołanie i w związku z tym nie zależy mu na dobrych zarobkach, uznają go za, co najmniej, nieszkodliwego wariata.
Porozmawiajcie przy okazji z przeciętnym nauczycielem z podstawówki, gimnazjum, czy liceum. Powiedzcie mu, że zazdrościcie powołania i możliwości kształtowania osobowości i dusz. Spytajcie nieśmiało, czy to prawda, że powyższy przywilej rekompensuje wszelkie materialne niedogodności. Pozazdrośćcie głośno możliwości codziennego, kilkugodzinnego obcowania z wyjątkowo zdolnymi i grzecznymi dziećmi (jak inaczej wypowie się większość rodziców o swoich pociechach?). Wszystko to oczywiście wypowiedzcie tonem namaszczonym, patetycznym, a nie żałujcie słów dosadnych i mocnych w piętnowaniu tych odmieńców, którzy za dobrą robotę pedagogiczną, lata nauki, pracy i nieustannego dokształcania chcą godziwej zapłaty!
Przekonajcie się, jak to jest, kiedy ktoś bierze Was za wariata. W tym przypadku szkodliwego.
Tomek Staszczyk.
Jestem byłym nauczycielem z kilkuletnim stażem. Otarłem się o szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. W tym ostatnim spędziłem trzy, może cztery lata. Spotkałem wielu pedagogów - nie wiem, czy któryś z nich został do swego zawodu powołany. Nie jestem też pewien, kto miałby każdego z nich powoływać. Metafizyczna instancja, bóg, natchniony wykładowca akademicki, a może mama albo tata przyszłego belfra? Nie sądzę. Słyszałem za to często, jeszcze nauczycielstwa nie praktykując, że to dobry zawód dla kobiety. Dlaczego? Ano dlatego, ze szkoła - w mniemaniu nie-nauczyciela - to przecież cztery, może pięć godzin dziennie mało absorbującej pracy, a potem pani - matka może oddać się wychowywaniu potomstwa i prowadzeniu gospodarstwa domowego. Ten pogląd na nieszczęście braci nauczycielskiej pokutuje pod strzechami przeciętnych zjadaczy chleba i każdego kolejnego, próbujacego uszczęsliwić nas rządu. Bzdurą jest bowiem, że praca, którą wykonuje nauczyciel jest mało absorbująca. Pomijam już te pięć godzin (zwykle jest ich więcej - kazda w końcu godzina to jakieś pieniądze) z dziećmi, czy młodzieżą, które potrafią szczerze dopiec każdemu (bo obok uczniów sympatycznych po postu trafiają się osoby wredne, jak w kazdym innym środowisku zresztą, z tym, że w trzydziestoosobowej klasie odsetek tych ostatnich staje się kłopotliwy) ale do każdej lekcji trzeba się przygotować, sprawdzić stos zeszytów (ich regularne kontrolowanie to nauczycielski obowiązek), kartkówki, prace klasowe, trzeba dbać o dzienniki (jeśli jest się wychowawcą) i zajmować się biurokracją (chociażby śmieszna i iluzoryczna procedura awansu zawodowego, która oznacza de facto gromadzenie stosu mniej lub bardziej niepotrzebnych papierów). Są jeszcze rady pedagogiczne i szkolenia (trzeba kilka "zaliczyć" - świadectwa przydają się przy egzaminie na kolejny stopień awansu). Przeciętny nauczyciel musi ratować się korepetycjami - no chyba, że jest z męża lub żony, ojca lub matki zamożny. To jednak nieczęsta, niestety, sytuacja.
Zarobki nauczycieli nie są duże, tych, którzy zaczynają naprawdę marne. Ktoś może powiedzieć: na początku kariery zawodowej często tak jest. Jasne ale ile może trwac początek? Rok, dwa, pięć? A może pół życia zawodowego, skoro podwyżki są ale średnio rzędu pięćiu procent rocznie. Ale mnie bardziej chodzi teraz o mentalne aberracje, mniej o pieniądze.
Zawód nauczyciela jest powołaniem, co oznacza, że płacić nie trzeba. Co w takim razie z lekarzami? Nie oszukujmy się - dusza ważna ale bez ciała na tym łez padole jakaś taka wybrakowana ta dusza. Skoro tak, to lekarz, w co najmniej takim samym stopniu zostaje "powołany" do wykonywania swojego zawodu. Ale lekarze patrzą na to trochę inaczej, trzeźwiej. Uczą się całe życie (nie powinien tak nauczyciel?), wykonują bardzo odpowiedzialną pracę, która jest jednocześnie zawodem i chcą być z tego tytułu doceniani. Jeżeli tak się nie dzieje protestują i zwykle ten protest przynosi skutek.
Co robi w tej sytuacji nauczyciel? Tu rozpoczyna się prawdziwa farsa.
Pracowałem w szkole, kiedy ustalono datę kolejnego strajku ostrzegawczego. Chodziło o godzinę akcji protestacyjnej, w czasie której nauczyciele nie prowadzili lekcji, choć opiekę uczniom byli zobowiązani zapewnić. Z zażenowaniem ale wpisałem się na listę protestujących. Niedługo później decyzji pożałowałem. W dzień akcji protestacyjnej usłyszałem bowiem w radiu wypowiedź wysoko postanwionej urzędniczki kuratorium oświaty, która przekonywała, że strajk nauczycieli nikomu, broń boże, nie ma zaszkodzić i o żadne straty nikogo nie przyprawi. Kretynka - pomyślałem i wszystko mi opadło - zwykła kretynka. Przecież strajk to przejaw ostatniej desperacji, kiedy rozmowy, mediacje, prośby, próby zwrócenia uwagi na narastający problem spotykają się z ignorancją przełożonych. Strajk ma przecież godzić w interesy pracodawcy, przyprawić go o straty, otrzeźwić!
Niedługo potem próbowałem przekonać koleżanki i kolegów, że jedynym rozwiązaniem po tylu żałosnych akcjach protestacyjnych na przestrzeni długich lat jest strajk, chociażby, w czasie matur, którego efekty narobią zamieszania w systemie edukacji. Większość kolegów się nie odezwała, ktoś bąknął, że syn, czy córka znajomej czy znajomego właśnie tę maturę mają zdawać i nie mozna im tego zrobić.
W kazdej firmie szef chce mieć kompetentnego, rzetelnego, solidnego fachowca. Kiedy do potencjalnego szefa przyjdzie potencjalny pracownik, który powie, że ma powołanie i w związku z tym nie zależy mu na dobrych zarobkach, uznają go za, co najmniej, nieszkodliwego wariata.
Porozmawiajcie przy okazji z przeciętnym nauczycielem z podstawówki, gimnazjum, czy liceum. Powiedzcie mu, że zazdrościcie powołania i możliwości kształtowania osobowości i dusz. Spytajcie nieśmiało, czy to prawda, że powyższy przywilej rekompensuje wszelkie materialne niedogodności. Pozazdrośćcie głośno możliwości codziennego, kilkugodzinnego obcowania z wyjątkowo zdolnymi i grzecznymi dziećmi (jak inaczej wypowie się większość rodziców o swoich pociechach?). Wszystko to oczywiście wypowiedzcie tonem namaszczonym, patetycznym, a nie żałujcie słów dosadnych i mocnych w piętnowaniu tych odmieńców, którzy za dobrą robotę pedagogiczną, lata nauki, pracy i nieustannego dokształcania chcą godziwej zapłaty!
Przekonajcie się, jak to jest, kiedy ktoś bierze Was za wariata. W tym przypadku szkodliwego.
Tomek Staszczyk.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Dodaj komentarz
Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Konkursy
-
Kalisz: Znamy już zwycięzców którzy pójdą na imprezę “Ahora Baila” Gwiazdą juwenaliów w Kaliszu była Monika...
-
Kalisz: “Roman Polański: moje życie” i "Nietykalni” - bilety rozdane Reżyserem filmu “Roman Polański: moje...
-
Kalisz: Siewruk i Lipina zagrają Pod Muzami - mamy zaproszenia dla Czytelników Liderzy grup Smokestack i Ścigani wystąpią...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Czytelnicy piszą
-
Bezcenne półtorej minuty Często jeżdżę autobusami KLA o rożnych...
-
Orzełkowa paranoja Ze zdziwieniem przeczytałem list Młodych...
-
Miasto bez plakatów Chciałbym ponarzekać jednak nie mogę....
-
Kalisz stanął na wysokości zadania Właśnie wróciłam z mszy celebrowanej...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Galerie
-
Więcej…
Wernisaż wystawy zatytułowanej "Malarstwo" odbył się w ostatnią sobotę, w kaliskim teatrze. Autorką prac jest Natalia Czarcińska, asystentka prof. A. Pepłońskiego w pracowni malarstwa kaliskiego WPA.
-
Więcej…
Trzecia edycja Galerii Bezdomnej miała miejsce w schronie atomowym, przy ul. Granicznej. O godzinie 18.00, w sobotę odbył się wernisaż wystawy, którą można było podziwiać przez dwa dni.
-
Więcej…
Co prawda pierwsze imprezy studenckie rozpoczęły się już we wtorek ale to dziś studenci otrzymali władzę. Nieco przed godziną 14:00 prezydent Janusz Pęcherz przekazał klucze do miasta kaliskim studentom.
-
Więcej…
Poczwórna dawka metalowej muzyki została zaaplikowana w niedzielny wieczór bywalcom klubu Pod Muzami. Gwiazdą wieczoru był zespół PimpWalk z Pleszewa, który promuje album "Accidentally On Purpose".
-
Więcej…
Od pewnego czasu na ulicach Kalisza można zobaczyć nietypowy autobus. To San H100B, który w Kaliszu służył w pradawnych czasach. Teraz powrócił jako atrakcja turystyczna.
Ostatnie komentarze
- Tele tego wszystkiego do ogarnięcia, że aż się odechcie...
- Koszula w drobne paski. Krawat stonowany nie wzorzysty...
- Oj, polonisto po UJ (Uniwersytet Jarociński). Z dużej ...
- A NA PORTALU RADYJA CENTRUM BYŁ OBOJNIAK? POWTÓRZĘ WIĘ...
- Zegareczki, spineczki, loczek. Krawat w paski do koszul...
- Byłem na recitalu Pani Emilii Komarnickiej-bardzo polec...
- Nieładnie Panie Janie! Nasz Kościół mówi wyraźnie: "Ora...
- Panie Janku "ojczyzna" to rzeczownik pospolity - pisze...
- Ja napisałbym Ojczyzny, ale młody POlityczny motłoch, j...
Najpopularniejsze art. z tygodnia
- Niech żyją studenci!
- Brodka na zakończenie święta studentów
- Kalisz: Bezdomna sztuka w schronie
- Kalisz: Malarstwo Natalii Czarcińskiej w kaliskim teatrze
- Niezbędnik kaliskiego (i nie tylko) cyklisty już w sprzedaży
- Kalisz: Solidarność będzie rozwieszać plakaty
- Kalisz: 52 KST - dziś recital Emilii Komarnickiej
- Kalisz: Jon Gomm wystąpi w CKiS
- Kalisz: Jubileusz kaliskich kajakarzy
- Ostrów Wielkopolski: Rekrutacja stażystów do końca maja
Kalendarium
Naszą witrynę przegląda teraz 95 gości





Komentarze
nie jestem zakonnica i nie czuje sie powolana do wykonywania tego zawodu
chce byc postrzegana jako profesjonalista w swoim zawodzie (jezeli rzeczywiscie jestem swietna) i przez to chce godziwej zaplaty;)
przeciez dzisiaj to nie czasy judymow!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.