piątek, 18 maja, 2012

Nauczyciel - powołanie czy zawód?

Ocena użytkowników: / 9
SłabyŚwietny 
Jeden z dyrektorów szkół, w związku z wyróżnieniem pewnej placówki edukacyjnej w pewnym mieście podkreślał niedawno, że sprawowanie funkcji nauczyciela nie jest zawodem a powołaniem. Pokutujące od lat, podobne stanowisko, które wielu z uporem godnym lepszej sprawy reprezentuje, jest dla samych pedagogów jakimś przekleństwem i przyczyną niedoli tych ostatnich. Mało tego, wbijanie do głowy narodu podobnych farmazonów jest wysoce szkodliwe dla uczniów. Dlaczego?

Jestem byłym nauczycielem z kilkuletnim stażem. Otarłem się o szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. W tym ostatnim spędziłem trzy, może cztery lata. Spotkałem wielu pedagogów - nie wiem, czy któryś z nich został do swego zawodu powołany. Nie jestem też pewien, kto miałby każdego z nich powoływać. Metafizyczna instancja, bóg, natchniony wykładowca akademicki, a może mama albo tata przyszłego belfra? Nie sądzę. Słyszałem za to często, jeszcze nauczycielstwa nie praktykując, że to dobry zawód dla kobiety. Dlaczego? Ano dlatego, ze szkoła - w mniemaniu nie-nauczyciela - to przecież cztery, może pięć godzin dziennie mało absorbującej pracy, a potem pani - matka może oddać się wychowywaniu potomstwa i prowadzeniu gospodarstwa domowego. Ten pogląd na nieszczęście braci nauczycielskiej pokutuje pod strzechami przeciętnych zjadaczy chleba i każdego kolejnego, próbujacego uszczęsliwić nas rządu. Bzdurą jest bowiem, że praca, którą wykonuje nauczyciel jest mało absorbująca. Pomijam już te pięć godzin (zwykle jest ich więcej - kazda w końcu godzina to jakieś pieniądze) z dziećmi, czy młodzieżą, które potrafią szczerze dopiec każdemu (bo obok uczniów sympatycznych po postu trafiają się osoby wredne, jak w kazdym innym środowisku zresztą, z tym, że w trzydziestoosobowej klasie odsetek tych ostatnich staje się kłopotliwy) ale do każdej lekcji trzeba się przygotować, sprawdzić stos zeszytów (ich regularne kontrolowanie to nauczycielski obowiązek), kartkówki, prace klasowe, trzeba dbać o dzienniki (jeśli jest się wychowawcą) i zajmować się biurokracją (chociażby śmieszna i iluzoryczna procedura awansu zawodowego, która oznacza de facto gromadzenie stosu mniej lub bardziej niepotrzebnych papierów). Są jeszcze rady pedagogiczne i szkolenia (trzeba kilka "zaliczyć" - świadectwa przydają się przy egzaminie na kolejny stopień awansu). Przeciętny nauczyciel musi ratować się korepetycjami - no chyba, że jest z męża lub żony, ojca lub matki zamożny. To jednak nieczęsta, niestety, sytuacja.

Zarobki nauczycieli nie są duże, tych, którzy zaczynają naprawdę marne. Ktoś może powiedzieć: na początku kariery zawodowej często tak jest. Jasne ale ile może trwac początek? Rok, dwa, pięć? A może pół życia zawodowego, skoro podwyżki są ale średnio rzędu pięćiu procent rocznie. Ale mnie bardziej chodzi teraz o mentalne aberracje, mniej o pieniądze.

Zawód nauczyciela jest powołaniem, co oznacza, że płacić nie trzeba. Co w takim razie z lekarzami? Nie oszukujmy się - dusza ważna ale bez ciała na tym łez padole jakaś taka wybrakowana ta dusza. Skoro tak, to lekarz, w co najmniej takim samym stopniu zostaje "powołany" do wykonywania swojego zawodu. Ale lekarze patrzą na to trochę inaczej, trzeźwiej. Uczą się całe życie (nie powinien tak nauczyciel?), wykonują bardzo odpowiedzialną pracę, która jest jednocześnie zawodem i chcą być z tego tytułu doceniani. Jeżeli tak się nie dzieje protestują i zwykle ten protest przynosi skutek.

Co robi w tej sytuacji nauczyciel? Tu rozpoczyna się prawdziwa farsa.

Pracowałem w szkole, kiedy ustalono datę kolejnego strajku ostrzegawczego. Chodziło o godzinę akcji protestacyjnej, w czasie której nauczyciele nie prowadzili lekcji, choć opiekę uczniom byli zobowiązani zapewnić. Z zażenowaniem ale wpisałem się na listę protestujących. Niedługo później decyzji pożałowałem. W dzień akcji protestacyjnej usłyszałem bowiem w radiu wypowiedź wysoko postanwionej urzędniczki kuratorium oświaty, która przekonywała, że strajk nauczycieli nikomu, broń boże, nie ma zaszkodzić i o żadne straty nikogo nie przyprawi. Kretynka - pomyślałem i wszystko mi opadło - zwykła kretynka. Przecież strajk to przejaw ostatniej desperacji, kiedy rozmowy, mediacje, prośby, próby zwrócenia uwagi na narastający problem spotykają się z ignorancją przełożonych. Strajk ma przecież godzić w interesy pracodawcy, przyprawić go o straty, otrzeźwić!

Niedługo potem próbowałem przekonać koleżanki i kolegów, że jedynym rozwiązaniem po tylu żałosnych akcjach protestacyjnych na przestrzeni długich lat jest strajk, chociażby, w czasie matur, którego efekty narobią zamieszania w systemie edukacji. Większość kolegów się nie odezwała, ktoś bąknął, że syn, czy córka znajomej czy znajomego właśnie tę maturę mają zdawać i nie mozna im tego zrobić.

W kazdej firmie szef chce mieć kompetentnego, rzetelnego, solidnego fachowca. Kiedy do potencjalnego szefa przyjdzie potencjalny pracownik, który powie, że ma powołanie i w związku z tym nie zależy mu na dobrych zarobkach, uznają go za, co najmniej, nieszkodliwego wariata.

Porozmawiajcie przy okazji z przeciętnym nauczycielem z podstawówki, gimnazjum, czy liceum. Powiedzcie mu, że zazdrościcie powołania i możliwości kształtowania osobowości i dusz. Spytajcie nieśmiało, czy to prawda, że powyższy przywilej rekompensuje wszelkie materialne niedogodności. Pozazdrośćcie głośno możliwości codziennego, kilkugodzinnego obcowania z wyjątkowo zdolnymi i grzecznymi dziećmi (jak inaczej wypowie się większość rodziców o swoich pociechach?). Wszystko to oczywiście wypowiedzcie tonem namaszczonym, patetycznym, a nie żałujcie słów dosadnych i mocnych w piętnowaniu tych odmieńców, którzy za dobrą robotę pedagogiczną, lata nauki, pracy i nieustannego dokształcania chcą godziwej zapłaty!

Przekonajcie się, jak to jest, kiedy ktoś bierze Was za wariata. W tym przypadku szkodliwego. 


Tomek Staszczyk.  









Dodaj do:

nasza-klasa.pl    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar

Komentarze  

 
-2 #1 józef 2010-05-23 11:20
bełkot czy nie bełkot?? oto jest pytanie...
Cytować
 
 
-1 #2 2010-05-24 10:34
Bełkot!!oto jest odpowiedź
Cytować
 
 
+1 #3 2010-05-24 11:39
nie bądźmy tacy surowi w ocenach. Toż to pierwsze podejście kolegi Później może być tylko lepiej
Cytować
 
 
+1 #4 2010-05-24 11:57
Jaki bełkot przecież dobrze napisany felieton
Cytować
 
 
+1 #5 2010-05-24 12:51
Bardzo dobry artykuł!!
Cytować
 
 
+1 #6 2010-05-25 10:29
Panie Tomku Pan się nie boi, czytelnicy za Panem stoją
Cytować
 
 
0 #7 iska 2010-05-27 11:14
Prawda jest taka, że są nauczyciele i nauczyciele... wielu z tego zacnego grona nie powinno tak naprawdę zostać pedagogiem. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwym brać odpowiedzialnoś ć za edukację, i tu trzeba jasno zaznaczyć nie zawsze łatwej młodzieży. Ale jeżeli się ktoś tego podejmuje to sądzę, że nie tylko powinien mieć do tego predyspozycje, ale również powinien czuć wewnętrzną potrzebę,że to właśnie chce robić i tutaj kłania się powołanie. Jeżeli natomiast nauczyciel z gruntu traktuje przekazywanie wiedzy zawodem to co mają powiedzieć rodzice czy prawni opiekunowie dzieci? Rodzic to zawód? Nauczyciel czy Rodzic to nie zawód lecz powołanie. Z tą różnicą, że zacni nauczyciele tym samym dobrzy pedagodzy powinni być za swój trud godnie opłacani. My zaś jako rodzice zapłatę za nasz trud wychowania otrzymujemy w innej postaci.Krótko mówiąc jak sobie wychowamy tak później mamy.
Cytować
 
 
0 #8 2010-08-31 20:30
moj zawod-nauczyciel-jak kazdy inny
nie jestem zakonnica i nie czuje sie powolana do wykonywania tego zawodu

chce byc postrzegana jako profesjonalista w swoim zawodzie (jezeli rzeczywiscie jestem swietna) i przez to chce godziwej zaplaty;)

przeciez dzisiaj to nie czasy judymow!
Cytować
 
 
0 #9 2010-08-31 21:44
tez byłem nauczycielem i wszystkich powyższych idiotyzmów doświadczyłem na własnej skórze. a jeszcze rządziła u nas biurokratka, bidna kobitka, która kochała się w raportach, sprawozdaniach, podsumowaniach. niestety zgodzić się muszę z tezą dotyczącą środowiska nauczycieli. tak mało solidarnej, zorganizowanej i żenująco zastraszonej grupy zawodowej świat nie zna. smutne, bo to faktycznie rodzi frustrację. a frustrat wychowuje i uczy kolejnych frustratów, niestety....
Cytować
 
 
-1 #10 2010-09-01 17:01
Jak to mówi moja żona, gdy inni zazdroszczą jej wakacji: "trzeba się było uczyć, żeby zostać nauczycielem !"
Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.

Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.

Kod antysapmowy
Odśwież

Konkursy

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Czytelnicy piszą

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Reklama

Dziewczyny Pd. Wielkopolski

Galerie

Reklama

Kalendarium

18/5/1908 - Zostało założone w Kaliszu Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet

18/5/1899 - Urodził się w Kaliszu Witold Jarnutowski, działacz sportowy założyciel klubu „Prosna Kalisz”; współzałożyciel Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu

18/5/1877 - Usankcjonowano w Kaliszu działalność Ochotniczej Straży Pożarnej

18/5/1829 - Urodził się w Bralinie Jan Dirbach mł., poeta, pedagog

18/5/1592 - Król Zygmunt III Waza powtórzył i potwierdził artykuły cechu piwowarów kaliskich

Zobacz wszystkie wydarzenia.
Naszą witrynę przegląda teraz 95 gości