piątek, 18 maja, 2012
Reklama

Howerla i nie tylko, czyli na dachu Ukrainy - (południowi) Wielkopolanie na Ukrainie cz. III

Ocena użytkowników: / 36
SłabyŚwietny 
ukraina_3Na hasło „Jedziemy na Ukrainę” nasi znajomi, rodziny, jak też ludzie zupełnie postronni jednoczyli się powtarzając jak mantrę prośbę byśmy na siebie uważali, cokolwiek miałoby to znaczyć. Jak wiadomo, uważać trzeba zawsze i wszędzie. Jednakże traktowanie naszych wschodnich sąsiadów jako barbarzyńców czyhających na „niewinność” i naiwność polskiego turysty, było dla nas nader irytujące. Tygodniowy pobyt na Ukrainie tylko potwierdził nasze niezachwiane przekonanie co do wszechobecnej tu cywilizacji i zwyczajności potomków króla Daniela Halickiego i wieszcza Tarasa Szewczenki.

Jak wcześniej wspomniano, po dokonanej przez Limonę zmianie trasy, zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do botanicznej stacji Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Ciekawostką jest, że stacja ta jest najwyżej położonym, stale zamieszkałym, gospodarstwem rolnym na Ukrainie. A skoro jest zamieszkała, to tym lepiej dla piechurów z plecakami, którzy mieli dość spania pod namiotem. Gościnność gospodarzy w osobach Jury Pierwszego i Luby była wprost proporcjonalna do naszego zmęczenia. Bez problemu dostaliśmy „przytulny” pokój, nieograniczony dostęp do bieżącej wody, która rześko tryskała z kranu znajdującego się na zewnątrz budynku, a co najważniejsze mogliśmy się rozsiąść w garkuchni, gdzie po trzech dniach podróży nadarzyła się okazja upichcić ciepły i syty posiłek.

Na kolacji gościliśmy Jurę Drugiego, pracownika naukowego stacji, botanika, miłośnika Czarnohory. Z czasem zanikła bariera językowa, a Jura Drugi okazał się wyśmienitym kompanem, bajarzem, człowiekiem otwartym i bywałym. Okazało się również, że zna on dobrze Polskę, jeszcze lepiej polskich naukowców z pokrewnych mu dziedzin nauki. Ku naszemu zdumieniu wyszło na jaw, że nasz kompan był konsultantem wydanej w ubiegłym roku w Polsce mapy turystyczno-nazewniczej Czarnohory.

Jeszcze zanim zapadła noc, przeprowadziliśmy wywiad z Jurą Pierwszym, by z pewnego, jak sądziliśmy, źródła, dowiedzieć się którędy, skracając wydatnie drogę, można wejść na przełęcz Pożyżewską. Jura Pierwszy wskazał widniejącą w oddali przełęcz, w krótkich słowach wytłumaczył, że gdzieś tam idzie ścieżka, która doprowadzi nas na siodło między szczytami, a dalej granią na szczyt Breskuła (1911 m n.p.m.), gdzie powinniśmy odnaleźć słupek graniczny nr 38. Informacje te podczas kolacji potwierdził Jura Drugi, więc wszystko wydawało się proste. Proste to też było rano, zanim całej bazy i interesującej nas przełęczy i Breskuła nie zasnuła gęsta mgła. Początkowo sunęliśmy szybko nabierając  wysokości, szeroką wyrąbaną w leśnej głuszy ścieżką. Później ścieżka stawała się coraz węższa, wątła, a na końcu stała się na tyle enigmatyczna i mizerna, że z Limoną zaprzestaliśmy jej poszukiwań, tylko prowadziliśmy karawanę w górę.. hm.. trochę na oślep. Nie można powiedzieć, że to była jakaś droga przez mękę, ale coraz bardziej stromy stok i brak punktów orientacyjnych, które przesłaniała wszechobecna mgła, sprawiały, że tego ranka szliśmy nie tylko z plecakami, ale i z duszą na ramieniu. Czy to z uwagi na bliskość grzbietu przełęczy czy też silniejszy powiew zachodniego wiatru, nie wiadomo, w każdym razie mgła nagle ustąpiła. Po godzinnym błądzeniu trafiliśmy idealnie na przełęcz Pożyżewską, a po następnych kilku minutach ujrzeliśmy upragniony słupek nr 38. Przed nami było już tylko ostatnie podczas tej wyprawy podejście, to najważniejsze, na samą Howerlę (2061 m n.p.m.).

Na zasnutym chmurami najwyższym szczycie Ukrainy odnaleźliśmy jedyne w swoim rodzaju „górskie schronisko”. Obok charakterystycznego obelisku zwieńczonego tryzubem oraz betonowego cokołu, rozłożyli swój stragan młodzi przedsiębiorczy Ukraińcy. Można było u nich zakupić pamiątki z Howerli, gorącą herbatę lub kawę i spożyć ją przysłuchując się wygrywanej na gitarze dumce. Po lekkim posiłku, pozbawieni pięknych widoków, jakie niewątpliwie roztaczają się z Howerli, ruszyliśmy raźno w dół w kierunku mety naszej górskiej przygody, czyli przysiółka Koźmieszczyk.

Przysiółek przywitał nas słońcem, zimnym godnym polecenia ukraińskim piwem i  szczerym uśmiechem Jury Trzeciego. Żeby wydostać się z przysiółka mieliśmy dwie opcje: albo „pieszkom” do najbliższej wioski, albo podróż razem z pracującym w lesie drwalami zwanymi szumnie pilarzami. Opcja druga wydała na się jak najbardziej optymalna i trzeba przyznać, że przeczucie nas nie myliło. Zanim wsiedliśmy na pakę GAZ-a 66, Jura Trzeci wraz z towarzyszami pracy rozpieczętowali butelkę przedniej „Hortycji” oraz słój przyrządzonych w sosie pomidorowym prawdziwków. Postanowiliśmy nie być dłużni, więc zamiast jechać w drogę Jura Trzeci dał sygnał do regularnej kolacji. Drwale częstowali chlebem, serem, smalcem, świeżymi pomidorami i ogórkami oraz wędzoną słoniną. Krótko mówiąc, droga która mieliśmy przebyć w niecałą godzinę wydłużyła się do późnych godzin wieczornych.

Haakon & Mały John

  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona
  • Author: Ryba & Limona





Dodaj do:

nasza-klasa.pl    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar

Komentarze  

 
0 #1 2011-10-24 14:11
Na tym ostatnim zdjęciu "en face" to Haakon i Limona?
Cytować
 
 
0 #2 2011-10-24 15:37
Cytuję Dziad borowy:
Na tym ostatnim zdjęciu "en face" to Haakon i Limona?

Nie !! To raczej św. Wilhelm i bł. Tadeusz
Cytować
 
 
0 #3 2011-10-25 19:44
Też chciałbym tam pojechać, piękne widoki. Czy można spytać które biuro podróży zorganizowało ten wyjazd? Ile posiłków dziennie było w pakiecie? Czy były jakieś nieprzewidziane opłaty?
Cytować
 
 
0 #4 Mr Bonifacy 2011-11-03 09:26
Cytuję Eu-geniusz:
Też chciałbym tam pojechać, piękne widoki. Czy można spytać które biuro podróży zorganizowało ten wyjazd? Ile posiłków dziennie było w pakiecie? Czy były jakieś nieprzewidziane opłaty?

Z tego co wiem to Biuro Podróży Gromada organizuje tego typu wyjazdy. Ostatnio zdaje się mieli w programie szkołę przetrwania w okolicach Błaszek.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.

Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.

Kod antysapmowy
Odśwież

Konkursy

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Czytelnicy piszą

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Reklama

Dziewczyny Pd. Wielkopolski

Galerie

Reklama

Kalendarium

18/5/1908 - Zostało założone w Kaliszu Polskie Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet

18/5/1899 - Urodził się w Kaliszu Witold Jarnutowski, działacz sportowy założyciel klubu „Prosna Kalisz”; współzałożyciel Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Adama Asnyka w Kaliszu

18/5/1877 - Usankcjonowano w Kaliszu działalność Ochotniczej Straży Pożarnej

18/5/1829 - Urodził się w Bralinie Jan Dirbach mł., poeta, pedagog

18/5/1592 - Król Zygmunt III Waza powtórzył i potwierdził artykuły cechu piwowarów kaliskich

Zobacz wszystkie wydarzenia.
Naszą witrynę przegląda teraz 120 gości