- Jestem bardzo zadowolony, że po szkole trafiłem do Kalisza. Gdybym wyjechał do Warszawy lub został w Krakowie, to nie sądzę, że miałbym możliwość zagrania tylu ról w tak różnym repertuarze. - Z Szymonem Mysłakowskim, aktorem kaliskiego Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego o nieprzypadkowych wyborach, aktorstwie, Kaliszu i Medalu Młodej Sztuki rozmawia Justyna Mikusińska.
d-w.pl: Aktorzy zapytani o to, czemu wybrali ten zawód, zwykle odpowiadają dwojako. Większość mówi, że zadecydował o tym przypadek, mniejsza grupa twierdzi, że pragnęła tego od zawsze i zrealizowała swoje marzenie z dzieciństwa. A jak to było z tobą?
Szymon Mysłakowski: Ja jestem w trzeciej grupie. Nigdy o aktorstwie specjalnie nie marzyłem i długo wydawało mi się, że zostałem aktorem przez przypadek, bo studia rzeczywiście była przypadkowym wyborem. Jednak kiedy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że moje wcześniejsze doświadczenia skłaniały się ku aktorstwu. Byłem w Harcerskim Zespole Pieśni i Tańca "Krak" i sprawiało mi to przyjemność. Aktorstwo było naturalną koleją rzeczy.
d-w.pl: Ale do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie trafiłeś przez przypadek.
S.M.: To był przypadek, bo nawet nie wiedziałem, że w Krakowie jest szkoła teatralna. Byłem wtedy młodym, zagubionym człowiekiem, który zdał maturę i kompletnie nie wiedział co dalej. Złożyłem papiery na AWF i, bezpiecznie, na turystykę. Znajoma przekonała mnie, żebym spróbował też w szkole teatralnej i udało się.
d-w.pl.: Za którym razem?
S.M.: Za pierwszym. Myślę, że zadziałało to, że kompletnie nie wiedziałem, o co chodzi. W Krakowie są takie prywatne szkoły przygotowujące do studiów aktorskich. Wydaje mi się, że takie przygotowanie często na egzaminie nie pomaga.
d-w.pl.: Bo osoby, które je kończą są bardziej zmanierowane?
S.M.: Tak. Coś blisko tego. Takie przygotowania powodują, że zatraca się samego siebie, swoją świeżość. Ci ludzie są potem tacy z metra cięci.
d-w.pl.: Jak wspominasz czasy szkoły teatralnej?
S.M.: Wspaniale. Prześwietne cztery lata. Oczywiście, gdyby cofnąć czas, to bardziej świadomie podchodziłbym do pewnych rzeczy. Wiadomo, z jednej strony były zupełnie absurdalne i niepotrzebne historie, ale przy okazji były spotkania z pedagogami i aktorami pierwszej klasy, na przykład z Romanem Garncarczykiem, aktorem Teatru Starego. Przecudowny facet. Mieliśmy z nim prozę na pierwszym roku.
d-w.pl.: A ludzie, z którymi byłeś na roku?
S.M.: Ogólnie byliśmy bardzo fajnym rokiem. Później życie to zweryfikowało. Było nas chyba 24. Większość znalazła potem pracę w zawodzie. Byłem w grupie m.in. z Anią Cieślak, która sobie świetnie radzi filmowo i serialowo i z Piotrkiem Polakiem, który gra teraz w Teatrze Nowym (w Warszawie - przyp. red.).
d-w.pl: Po studiach trafiłeś do Kalisza. Jak to się stało?
S.M.: Tak naprawdę tę decyzję ktoś podjął za mnie. Zanim zacząłem się rozglądać i zastanawiać, gdzie pukać, to poprzedni dyrektor kaliskiego teatru, Robert Czechowski na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi zobaczył nasze występy i zaproponował pracę mnie i moim kolegom. Dziewczyny odmówiły, a my, grupa czterech facetów, łagodnie przeszliśmy.
d-w.pl.: Wiązało się to z przeprowadzką z rodzinnego Krakowa, który ma przecież opinię miasta wyjątkowego, o niepowtarzalnym klimacie. Trudno było spakować walizki i w 2004 roku przyjechać do Kalisza?
S.M.: Nie. Studiowałem w swoim rodzinnym mieście, więc sama perspektywa wyjazdu była kusząca. Miałem wtedy rocznego syna. Wszystko przemawiało za tym, żeby wreszcie postawić na swoim i zacząć żyć na własną rękę.
d-w.pl.: Nie odczułeś kontrastu między życiem w dużym mieście, a życiem w niewielkim Kaliszu?
S.M.: Trochę tak, ale pewnie bardziej bym go odczuł, gdybym nie miał tak dużo pracy. Koncentrowałem się wtedy głównie na teatrze i nie odczuwałem tego jakoś bardzo dotkliwie. Oczywiście wygodniej byłoby mieszkać w Krakowie, ale z drugiej strony Kraków bardzo rozleniwia. Tam łatwo popaść w taki pozór robienia czegoś.
d-w.pl.: Ale czy w Krakowie nie byłoby łatwiej zaistnieć? Funkcjonuje takie przeświadczenie, że karierę robi się w Warszawie, w Krakowie. W Kaliszu niekoniecznie.
S.M.: Tu też bywa różnie. Wiesz, mówi się, że w Warszawie robi się karierę. Jadą tam tysiące osób i znikają. Jestem bardzo zadowolony, że po szkole trafiłem do Kalisza. Gdybym wyjechał do Warszawy lub został w Krakowie, to nie sądzę, że miałbym możliwość zagrania tylu ról w tak różnym repertuarze. Z racji tego, że w Kaliszu jest tylko jeden teatr, gramy bajki, farsy, dramat, wszystko. To jest bardzo ważne dla mojego warsztatu i rozwoju.
d-w.pl.: Kalisz to twoje miejsce docelowe, czy raczej trampolina, z której chcesz się odbić i polecieć gdzieś dalej?
S.M.: Myślę, że raczej trampolina.
d-w.pl.: Zagrałeś w ponad 20 spektaklach. Która rola jest twoją ulubioną?
S.M.: Ciężko powiedzieć, bo to się zmienia z perspektywy czasu. Ważna była na pewno rola w "Woyzecku" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Ogólnie mam łatwość grania ról komediowych. Ale przecież nie o to chodzi, żeby robić coś, w czym ma się łatwość. Trzeba się doskonalić też w tym, co przychodzi trudniej. Dla mnie zdecydowanie trudniejsze są role dramatyczne.
d-w.pl: Piosenka aktorska. To też robisz.
S.M.: Tak. Okazało się, że robię (śmiech). Nikt by się tego nie spodziewał. W szkole teatralnej nigdy jakoś ze śpiewem nie było mi po drodze. Profesorowie też mówili, że to nie moja materia. Tak się świetnie złożyło, że wykonywałem piosenkę w spektaklu i z tą piosenką wystąpiłem na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Była to taka piosenka bez słów, to znaczy słowa zupełnie abstrakcyjne i do tego Chaplin jako pierwowzór.
d-w.pl.: Jak się skończyła przygoda z tym przeglądem?
S.M.: Dostałem się do finału i wystąpiłem w koncercie finałowym. Żadną nagrodą się to nie skończyło, ale na nagrodę nie liczyłem. Ważny był dla mnie sam fakt, że wziąłem udział. To były największe nerwy w mojej karierze.
d-w.pl: Grywasz też w filmach. Twoja rola w "Nieruchomym poruszycielu" sprawia wrażenie bardzo ofiarnej. Jak wspominasz pracę na planie tego filmu?
S.M.: Przyjemnie. Zwłaszcza, że ta rola była rodzajem eksperymentu. Eksperyment polegał na tym, że do ostatniego dnia nie znałem scenariusza. Pół godziny przed kręceniem, dostawałem swoją scenę i szybko uczyłem się tekstu. Nie miałem czasu na rozmyślanie i siłą rzeczy moja interpretacja sceny była najprostsza. Reżyser chciał przez to uzyskać niewinność mojej postaci. Pokazać, że wokół już dzieje się historia, bohaterowie są uwikłani, a ja znajduję się w środku wydarzeń, nieświadomy sytuacji. Po prostu zakochuję się w dziewczynie, nie mając pojęcia kim ona jest i jaka historia się z nią wiąże. Dla mnie w gruncie rzeczy było to bardziej bezpieczne, bo reżyser za każdym razem brał na siebie odpowiedzialność.
d-w.pl.: W filmie "Ostatnia akcja" zetknąłeś się z ikonami polskiego kina. Machulski, Krafftówna, Kociniak, Fronczewski to aktorzy, których nikomu nie trzeba przedstawiać. Jak układała się współpraca z nimi?
S.M.: To rzeczywiście są aktorzy wysokiej klasy. Nie poznałem ich jakoś bliżej, ale za to w super okolicznościach. Ten film to była wariacka przygoda. Biegający starsi panowie... Było bardzo miło.
d-w.pl.: Jesteś jednym z tych aktorów, dla których priorytetem jest teatr, a film jedynie dodatkiem?
S.M.: Raczej tak.
d-w.pl.: Praca na planie to coś zupełnie innego niż występ na deskach teatru. Aktorstwo teatralne wydaje się trudniejsze.
S.M.: Dla mnie o wiele trudniejsza jest praca przy filmie. Może to wynika z tego, że nie mam zbyt wielu doświadczeń z kamerą. Pewnie z każdym kolejnym bardziej bym się oswajał. Specyfika pracy na planie jest taka, że nie znasz nikogo, na dzień dobry musisz dokładnie wskoczyć w temat, a większość czasu zajmuje ci czekanie aż wszystko zafunkcjonuje. Przez cały ten czas musisz trzymać pewien poziom energii. W teatrze natomiast jest ten komfort próbowania. Przychodzisz i grasz w mniej lub bardziej wypróbowanym spektaklu.
d-w.pl.: W teatrze jest też pewna powtarzalność. Wciąż próbujesz i grasz te same spektakle. Mówisz sobie czasem: "Mam dość! Nie chce mi się już grać!"?
S.M.: Pewnie. Czasem pojawia się zmęczenie, ale w Kaliszu mamy świetny zespół. Dobrze czujemy się ze sobą. Tu ludziom chce się pracować. Nie ma takich sytuacji, że ktoś przychodzi i gra "po łebkach". To byłoby jak strzelenie "samobója". Jeśli się robi to, w czym człowiek się spełnia i uczciwie się do tematu podchodzi, wtedy nie ma takiego zniechęcenia. Oczywiście zmęczenie mi się zdarza, bo dużo gram. Czasem chciałbym złapać oddech i sam coś obejrzeć.
d-w.pl.: Aktorzy raczej nie należą do tych artystów, którzy całe dnie spędzają na myśleniu, co by tu stworzyć. Jak wygląda zwykły dzień Szymona Mysłakowskiego?
S.M.: Wstaję tuż przed 10:00. Od 10:00 do 14:00 mam próbę, jeśli akurat coś próbujemy, a ostatnimi czasy wciąż coś próbujemy. O 14:00 odbieram syna ze szkoły. Spędzam z nim czas. Wieczorem spektakl lub próba. Po spektaklu idziemy trochę odreagować do "Frajdy". W gruncie rzeczy jest to pewna monotonia.
d-w.pl.: Czyli masz czas dla rodziny. Niektórzy aktorzy narzekają, że niełatwo im pogodzić pracę z życiem rodzinnym.
S.M.: To zależy. Póki co jestem w Kaliszu. Tutaj odległości nie są wielkie. Do teatru mam 7 minut piechotą. Domyślam się, że jeśli ktoś pracuje w Warszawie i do tego jest rozbity między teatrem, serialem, innym projektem i jeszcze szukaniem nowych rzeczy, to faktycznie może mieć problem z czasem.
d-w.pl.: Spotkaliśmy się nie bez powodu. Otrzymałeś ostatnio Medal Młodej Sztuki. To ważne wyróżnienie?
S.M.: Właśnie mało wiem na temat tej nagrody.
d-w.pl.: Ale wiesz, że taką nagrodę dostałeś?
S.M.: Tak. To wiem (śmiech). Każde tego typu wyróżnienie jest miłe i ważne, zwłaszcza kiedy człowiekiem targają jakieś wątpliwości, brak wiary w siebie. Nie tylko aktor cieszy się, gdy zostaje doceniony.
d-w.pl.: Trochę tych nagród już masz.
S.M.: Troszkę. Ja się sam nagradzam tym, że mogę sobie śmiało po spektaklu powiedzieć, że nie odpuszczam. Nie nastawiam się na sławę czy nagrody, ale oczywiście jeśli są, to wspaniale. Myślę, że jednak trzeba się koncentrować na pracy.
d-w.pl.: W jakich spektaklach możemy cię zobaczyć w najbliższej przyszłości?
S.M.: Na pewno w "Orkiestrze Titanic". Gram praktycznie we wszystkim, co teraz jest w repertuarze. A jeśli chodzi o przyszłość, to właśnie robię sobie przerwę. Nie pojawię się w najnowszym spektaklu w reżyserii Passiniego, który ma mieć premierę w okolicach Kaliskich Spotkań Teatralnych. Muszę złapać oddech.
d-w.pl.: A myślisz o kolejnych rolach filmowych?
S.M.: Na razie trochę to zaniedbałem.
| « poprzednia | następna » |
|---|
Dodaj komentarz
Komentarze użytkowników portalu są ich osobistymi opiniami i świadczą jedynie o mądrości lub głupocie wprowadzających je osób. Dziennik Wielkopolski nie ponosi za nie jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Dziennik Wielkopolski nie chce usuwać żadnych z komentarzy zamieszczonych przez czytelników, ale daje sobie prawo i obowiązek do takiego zachowania, jeśli komentarze będą obraźliwe lub będą propagować przemoc - szczególnie jeśli będą łamać prawo.
Niestosowne też jest umieszczanie jakiejkolwiek reklamy w treści komentarzy. DW będzie takie wpisy usuwać.
Konkursy
-
Kalisz: Znamy już zwycięzców którzy pójdą na imprezę “Ahora Baila” Gwiazdą juwenaliów w Kaliszu była Monika...
-
Kalisz: “Roman Polański: moje życie” i "Nietykalni” - bilety rozdane Reżyserem filmu “Roman Polański: moje...
-
Kalisz: Siewruk i Lipina zagrają Pod Muzami - mamy zaproszenia dla Czytelników Liderzy grup Smokestack i Ścigani wystąpią...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Czytelnicy piszą
-
Bezcenne półtorej minuty Często jeżdżę autobusami KLA o rożnych...
-
Orzełkowa paranoja Ze zdziwieniem przeczytałem list Młodych...
-
Miasto bez plakatów Chciałbym ponarzekać jednak nie mogę....
-
Kalisz stanął na wysokości zadania Właśnie wróciłam z mszy celebrowanej...
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
Galerie
-
Więcej…
Wernisaż wystawy zatytułowanej "Malarstwo" odbył się w ostatnią sobotę, w kaliskim teatrze. Autorką prac jest Natalia Czarcińska, asystentka prof. A. Pepłońskiego w pracowni malarstwa kaliskiego WPA.
-
Więcej…
Trzecia edycja Galerii Bezdomnej miała miejsce w schronie atomowym, przy ul. Granicznej. O godzinie 18.00, w sobotę odbył się wernisaż wystawy, którą można było podziwiać przez dwa dni.
-
Więcej…
Co prawda pierwsze imprezy studenckie rozpoczęły się już we wtorek ale to dziś studenci otrzymali władzę. Nieco przed godziną 14:00 prezydent Janusz Pęcherz przekazał klucze do miasta kaliskim studentom.
-
Więcej…
Poczwórna dawka metalowej muzyki została zaaplikowana w niedzielny wieczór bywalcom klubu Pod Muzami. Gwiazdą wieczoru był zespół PimpWalk z Pleszewa, który promuje album "Accidentally On Purpose".
-
Więcej…
Od pewnego czasu na ulicach Kalisza można zobaczyć nietypowy autobus. To San H100B, który w Kaliszu służył w pradawnych czasach. Teraz powrócił jako atrakcja turystyczna.
Ostatnie komentarze
- Tele tego wszystkiego do ogarnięcia, że aż się odechcie...
- Koszula w drobne paski. Krawat stonowany nie wzorzysty...
- Oj, polonisto po UJ (Uniwersytet Jarociński). Z dużej ...
- A NA PORTALU RADYJA CENTRUM BYŁ OBOJNIAK? POWTÓRZĘ WIĘ...
- Zegareczki, spineczki, loczek. Krawat w paski do koszul...
- Byłem na recitalu Pani Emilii Komarnickiej-bardzo polec...
- Nieładnie Panie Janie! Nasz Kościół mówi wyraźnie: "Ora...
- Panie Janku "ojczyzna" to rzeczownik pospolity - pisze...
- Ja napisałbym Ojczyzny, ale młody POlityczny motłoch, j...
Najpopularniejsze art. z tygodnia
- Niech żyją studenci!
- Brodka na zakończenie święta studentów
- Kalisz: Bezdomna sztuka w schronie
- Kalisz: Malarstwo Natalii Czarcińskiej w kaliskim teatrze
- Niezbędnik kaliskiego (i nie tylko) cyklisty już w sprzedaży
- Kalisz: Solidarność będzie rozwieszać plakaty
- Kalisz: 52 KST - dziś recital Emilii Komarnickiej
- Kalisz: Jon Gomm wystąpi w CKiS
- Kalisz: Jubileusz kaliskich kajakarzy
- Ostrów Wielkopolski: Rekrutacja stażystów do końca maja
Kalendarium
Naszą witrynę przegląda teraz 128 gości








Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.