środa, 08 grudnia 2010 12:23
Pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie – pojednawcze – skończyło się fiaskiem, ponieważ, jak tłumaczył w rozmowie z dziennikarzem „Głosu Wielkopolskiego” Koszela, ku zdziwieniu sądu Zarząd nie potrafił powiedzieć, czego tak naprawdę oczekuje.
Czego sąd nie mógł wiedzieć (bo też pełnomocnik wnioskodawcy nie potrafił wyartykułować swoich roszczeń), tego my, obserwatorzy kaliskiej rzeczywistości społecznej, możemy się dość pewnie domyślać. Oczekiwania Zarządu KLA wobec Krzysztofa Koszeli wydają się dość jasne: nakłonić do ugięcia niepokorny kark pracownika-związkowca. Posiedzenie pojednawcze zakończyła się fiaskiem, bo nie o kompromis w niej przecież chodzi, a o przywrócenie starego porządku: władza jest od rządzenia a pracownik od wykonywania poleceń, kropka. Wiadomo przecież, że demokracja to fajna rzecz, dopóki nikomu nie przychodzi do głowy brać jej na poważnie. Wówczas należy uderzać śmiało w najmocniejszy punkt słabego (z założenia) przeciwnika – w wolność jego słowa. Zamiast podejmować dialog można przecież zawiązać usta tym, którzy odzywają się bez wywołania do głosu.
W tej sprawie obrażonym zarządcom miejskiej spółki transportowej umyka rzecz znamienna, a mianowicie, że Koszela w swoich wypowiedziach częstokroć prawidłowo prognozował rozwój wypadków w swoim zakładzie pracy. Tak było zwłaszcza, gdy krytykował politykę cenową KLA. W sierpniu tego roku, mówił m.in. o podwyżce ceny biletu na linii 5B (Kalisz – Zbiersk) o 1,20 zł w następujący sposób: zarzynamy kurę, która znosi złote jaja. Co też się wkrótce stało: droższy bilet poskutkował odpływem pasażerów, a rentowna dotąd linia zaczęła przynosić straty. Jesienią KLA ogłosiły likwidację połowy kursów na tej linii.
W sporze między związkami a zarządem spółki chodzi jednak przede wszystkim o partnerskie, podmiotowe traktowanie szeregowych pracowników KLA i stojących za nimi związków zawodowych. Od długich miesięcy nie mogą oni doczekać się zreferowania przez władze firmy planów jej transformacji, do jakiej ma dojść w związku z prawdopodobnym połączeniem KLA z PKS-em. To, najwidoczniej, za ciężkie zadanie dla zarządców: zejść do ludzi i wyjaśnić im, jakie losy czekają ich za transformacyjnym zakrętem. Koszela, w imieniu związku, który reprezentuje, upomina się o takie wyjaśnienia od bardzo długiego czasu. Ignorowany przez władze miasta oraz spółki, zwrócił się o ingerencję do opinii publicznej. Na tym, jak wygląda, polega jego wina: nie wykorzystał okazji do tego, by siedzieć cicho.
Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do intencji możnych KLA, to warto zwrócić uwagę na znamienny fakt. Otóż Koszela publicznie wypowiadał się zawsze jako wiceprzewodniczący Zakładowej Organizacji Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w RP. Tymczasem do sądu wpłynął prywatny akt oskarżenia przeciw jego osobie. Zarząd KLA ewidentnie nie ma ochoty na starcie z organizacją związkową (sfederowaną w Forum Związków Zawodowych – trzeciej co do wielkości centrali związkowej w Polsce), w jego interesie leży raczej, jak rzecz ujmuje sam Koszela, zastraszenie i zdyskredytowanie jednej z najaktywniejszych osób działających w KLA na rzecz ochrony praw pracowniczych.
A propos praw pracowniczych: czy nie jest ironią losu, że jednym ze skarżących związkowca jest Filip Żelazny, były radny klubu Prawa i Sprawiedliwości, klubu który szczycił się znakomitymi stosunkami z kaliską „Solidarnością”? Ciekawe też, że ta ostatnia w sprawie Koszeli nie zajęła żadnego stanowiska. Najwyraźniej o prawa pracownicze dużo prościej walczyć wysyłając listy do Prezydenta RP, premiera i wszystkich świętych, broniąc krzyża czy napisu na kaliskim sądzie. To nic nie kosztuje, a z pewnością nie psuje dobrych relacji z władzami kaliskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego, czyli z Urzędem Miasta. Jaka solidarność, taka „Solidarność”!
Prywatny pozew przeciw Koszeli jest de facto atakiem na ideę pracowniczej samorządności, niemal doszczętnie zniszczonej we współczesnej Polsce. Nie spieraj się o racje, po prostu dziel i rządź. Ta stara maksyma od wieków podpowiada różnym możnym zarządcom, mającym kłopoty z opinią publiczną, w jaki sposób spacyfikować niewygodne dla siebie głosy. Jeśli jednak obrażony zarząd KLA ma nadzieję, że uda mu się spacyfikować Koszelę tak, by nie dostrzegła tego jego organizacja związkowa, to niedobrze świadczy o jego umiejętności analizy sytuacji. Może stąd też biorą się bieżące problemy w KLA?
Igor Strapko

































































































































Bogdan Karczmarz - prezes Wytwórni Sprzętu komunikacyjnego PZL w Kaliszu Spółka Akcyjna, Robert wdowczyk - v-ce prezes zarządu, Dyrektor Generalny Zakładów Teknia Sp. z o.o. w Kaliszu oraz Józef Jaworski - właściciel firmy Energo Optymal otrzymali tytuł Przedsiębiorca Roku 2011. Wyróżnienia po raz czwarty przyznała Regionalna Izba Gospodarcza w Kaliszu.
Zespół Familia Fuerte zagrał podczas 7 urodzin Salsa Party. Organizatorzy świętowali w sobotni wieczór w klubie Pod Muzami.
Zespół Big Fat Mama gościł w ostatni piątek, w klubie Pod Muzami. Na Grubą Mamę zawsze można liczyć, co muzycy potwierdzili podczas kolejnej już wizyty w Kaliszu.
Wernisaż fotografii Artura Bonusiaka miał miejsce w czwartkowy wieczór, w hallu UAM przy Nowym Świecie. Prace przedstawiają spojrzenia artysty na Kalisz.
Kaliszanie zaznaczyli swoją obecnością solidarność z przeciwnikami projektu ACTA w całej Polsce. W środę, o godzinie 15.00 zebrali się przed ratuszem, gdzie ubrani w maski przez dwie minuty wskazywali palcami ratusz. 